Trasa: Góra Kalwaria - Warszawa
Rzeka: Wisła
Długość trasy: 30 km
Spływ z Olkiem Dobą był formą jego podziękowania za wsparcie finansowe 3 wyprawy kajakiem przez Atlantyk. Na forum wodniacy.net skrzyknęło się nas trochę osób i zacnie udało się zebrać stosowną kwotę. Pozostało wybrać datę, trasę i oczekiwać na spotkanie z tym wielkim podróżnikiem. Trasę spływu z Góry Kalwarii do Warszawy zaproponował Eltech i on podjął się też ogarnięcia sprawy organizacyjnie. Wielkie brawa.
Aby dostać się na miejsce zbiórki na czas, musiałam przyjechać do Warszawy już w piątek wieczorem. Logistycznie pomogło mi Słoneczko (Kasia), która odebrała mnie z dworca i zawiozła do klubu WKW PTTK, gdzie nocowałyśmy.
W sobotę od rana zaczęli się zjeżdżać forumowicze. Foto od Czołga:
I wszyscy podjechaliśmy na start, tj. stary port przeładunkowy na lewym brzegu Wisły tuż za mostem drogowym w Górze.
Część osób już tam czekała.
A wkrótce dołączył również Gość spływu, czyli Aleksander Doba.
Odbyło się również losowanie szczęśliwcy, który otrzyma egzemplarz nowej książki. I okazało się, że wygrałam m.in. ja!!!!
Przed startem zrobiliśmy jeszcze wspólne pamiątkowe zdjęcie.
A potem już ruszyliśmy.
Foto od Czołga:
Wisła zawsze robi na mnie duże wrażenie, w końcu to Królowa Rzek.
Nigdy też nie płynęłam Wisłą przy takiej pogodzie, pewnie, że gdzieś tam w głowie pojawia się myśl o możliwej wywrotce. Zwłaszcza że nie płynęłam jeszcze takim kajakiem. Foto od Czołga:
A jednak fal, których najbardziej się obawiałam, w ogóle nie było. Woda była spokojna i czułam się pewnie.
Ponieważ płynęliśmy grupkami, rozmawialiśmy po drodze. (Fot. dwa poniższe - Adam)
Również z naszym Gościem. To było naprawdę miłe płynąć razem z wielkim podróżnikiem.
Ja ze Słoneczkiem.
Przyroda o tej porze roku może nie powala, ale ma swój klimat.
Czapla nawet się gdzieś zawieruszyła.
Moment, gdy pojawia się Warszawa, robi na mnie duże wrażenie.
Po spływie w klubie WKW PTTK rozpoczęliśmy ognisko.
Był czas na rozmowy o wyprawach Olka, o planach, marzeniach i możliwość zadania pytań o techniczne kwestie wypraw i wszystko to, co przychodzi na myśl, gdy ogląda się relacje z oceanu.
Były też kiełbaski z ogniska (foto od Czołga).
I wspólne zdjęcia.
Oraz oczywiście - autografy. Ja poprosiłam o podpis na wygranej książce, miałam też poprzednie książki Olka.
Czołg przygotował okolicznościowy plakat na chętnych wodniaków.
Niestety, czas szybko leci, a ja musiałam wracać do Lublina. I znów Słoneczko pomogło mi dostać się na dworzec PKP. Dziękuję za miłe towarzystwo i opiekę ;) Szkoda, że ten wspaniały dzień został mi trochę przyćmiony w pociągu.
Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz