Celem tej rowerowej wyprawy do Grzegorzewic była Wodna Osada, gdzie można zjeść smażoną rybkę. Nie jestem wielką fanką roweru, ale to dlatego, że po prostu zawsze boję się jeździć tam, gdzie samochody. Na szczęście są też inne fajne drogi.
Jak na przykład leśne.
Trasa wiodła początkowo przez wsie Krze Duże i Kamionkę, by doprowadzić nas do Stawów w Grzegorzewicach. W kolejności Staw Kruka, Wąski, Dolna Łąka, Staw Olszyna, Parkowy i Dziki. Jechaliśmy tak, że właściwie rzuciliśmy okiem na wszystkie.
Pogoda była fajna, bo nie za gorąco, a chmury dodawały uroku każdemu miejscu.
W końcu "centrum" Grzegorzewic. Grzegorzewice to wieś w gminie Żabia Wola, nad rzeką Pisią Gągoliną. Wzmiankowana w XIV w. Od połowy XVII w. jej mieszkańcy zajmowali się wyrobem płótna i sukna. Przed rokiem 1830 znajdowały się tutaj fabryki tych tkanin, a mieszkańcy ofiarowali 100 metrów bieżącego materiału na mundury wojskowe Tadeuszowi Kościuszce. To ciekawa karta historii, o której nigdy bym nie słyszała, gdyby nie rower :D
Ale od czego jest internet.
Poniżej zdjęcie dworku z Wikipedii, nie wiadomo, w którym roku zostało zrobione:
Dalej, prostą alejką, dotarliśmy do Wodnej Osady. To bar rybny z placem zabaw, plażą i łowiskiem. Serwowane ryby
są świeże, z własnej hodowli, a hoduje się
tu między innymi karpie, liny i karasie.
Niestety nie zrobiłam żadnego zdjęcia tego kompleksu, dlatego wrzucę tu zdjęcie Wodnej Osady ze strony perlymazowsza.pl Widać tu nie tylko restaurację, ale również stawy, które na żywo robią naprawdę bardzo malownicze wrażenie.
I na zewnątrz.
Co do jedzonka. Cóż. Cena za poniższą porcję to 86 zł. 200 g ryby, do tego trochę frytek i surówka (której nie można sobie wybrać). Smakowo - bez zarzutu, naprawdę dobra, dosmażona ryba, ale to jest naprawdę drogo. Mam wrażenie że cena jest taka dlatego, że miejsce jest "modne" i przyjeżdżają tu goście ze "stolycy". Teren zadbany, miejsca sporo, sporo ławek. Ludzi dużo, ale nie ma się wrażenia tłoku.Czas opuścić to czarowne miejsce i udać się dalej.
Znów jedziemy wzdłuż stawów, w kierunku miejscowości Kaczków.Mijamy stadninę.
I kapliczkę.
Aż dojeżdżamy do stawów Borki.Tu chwila postoju.
Trasy zostało już niewiele, dojeżdżamy do Radziejowic, gdzie promocja na piwo Perła osładza nieco moją frustrację związaną z cenami mazowieckimi. Piwo do sakwy - na popołudnie. I to już koniec wycieczki.
Przejechaliśmy 22 km.






























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz